Szczególnie Polecamy

Gdynia - Liepaja/Kalmar/Bornholm/Karlskrona - Gdynia

Cena: 990 PLN

Termin rejsu: 2019-11-28 - 2019-12-01

Najbliższe Rejsy

Bournemouth - Polska

Cena: 1400 PLN

Termin rejsu: 2019-08-26 - 2019-09-10

XIII Sekstantowe Andrzejki

Gdynia - Gdynia

Cena: 990 PLN

Termin rejsu: 2019-11-28 - 2019-12-01

Najbliższe Szkolenia

_NO_TRAINING

Pamiętnik Hornowca - Wyprawa na Horn i fiordy Ziemi Ognistej (Horn05)

2010-04-05 2135 LT
10 mil do Puerto Williams
Nie pisaliśmy, bo zajęci byliśmy żegnaniem się potem kolejnym żegnaniem się a potem powtórzyliły to raz jeszcze. Zakończenie rejsu było zarówno w Puerto Williams jak i później w Ushuaia. łzy rozstania lały się strumieniami, a uściskom nie było końca. Załoga gremialnie stwierdziła, że jeszcze tu wróci i że nie rozstajemy się na długo.
Droga załgo, dziękuję za wspaniały rejs, za pozdrowienia i do rychłego zobaczenia najlepiej na pokładzie Selmy :) Dziękuję też za życzenia urodzinowe, wszystkie dotarły, bardzo to było miłe i wzruszające:)

Wczoraj dotarł nowa załga, był powitalna kolacja, zarazem pożegnalna - ostatnia noc Krzysia na Selmie. Dziś tankowanie, ształwanie, zapoznanie z jachtem, wizyta w Prefekturze, ciepłe pożegnanie z Krzysiem i od 4 godzin płyniemy do Puerto Williams. Prawie nie wieje, gwiazdy na niebie, silnik cicho mruczy. Od jutra obiecuję że relacje bedą pisane przez załgantów, z rozmów wnoszę że Ushuaia wywarła duże wrażenie, ale niech sami napiszą co czują)
Tomek łpata

Tymczasem my, nowa załga, zaprzyjaźniamy się zarówno z Selmą załgoą stałą (Masterem Tomkiem oraz Bosem Olą jak i przepiąnąokolicą:) z przykrością pożegnaliśmy dziś Krzysztofa, ale nawet nasz fortel w postaci informacji o 'strajku' na lotnisku w Buenos nie powstrzymał jego wyjazdu - a szkoda, mimo kilku chwil spędzonych wspólnie traktowaliśmy go już jak członka załogi:) co do naszych wrażeń - ani słowa, ani zdjęcia ani filmy nie oddadzą uroku Ushuaia i okolic... niczym niezmącona przyroda pokazuje jak środowisko naturalne samo kreśli najpiękniejsze pejzaże... po nocnym lądowaniu człwiek budzi się pośród pokrytych lodem szczytów, przez które powoli uśmiecha się słońce i myśli sobie: 'warto był dotrzeć na ten kraniec świata'... a w tym momencie chłodny powiew wiatru na policzku i przepiękne niebo zapowiadają począek wspaniałej przygody! do jutra:)
Ania&Kasia

Tomek, Ania i Kasia
2010-04-06 2145 LT
Caleta Margarita
54°56'S; 067°14'W
Dzisiejszy dzień zaczął się od podróży "Czarną Perłą (pontonem) pod dowództwem Jack`a Sparrow`a vel Jacka ;) Oglądaliśmy chilijską myśl inżynieryjno-hydrotechniczną czyli barkę która dosłownie zaparkowała w moście. Nastąnie poczuliśmy na własnej skórze biurokrację urzęników podczas odprawy celno-emigracyjnej potrzebnej żeby opłnąć Horn. Uff, kiedy wreszcie wypłyneliśmy, mimo naszych wielkich oczekiwań było bezwietrznie i przez cały dzień towarzyszył nam cichy pomruk kataryny - czyli to czego prawdziwi żeglarze nie cierpią Na szczęście pingwinki, delfiny oraz albatrosy znów wprawiły nas w dobry humor.
Kolejną atrakcją miały być bobrowe żeremia w zatoczce, w której nocujemy. Bobrów nie widzieliły, bo chyba uciekły na nasz widok mimo, że nie myliśmy się dopiero dwa dni ;) Za to kolejny raz urzekła nas dzikość natury "końca świata" nietknięta ludzką ręką. W nocy wachty kotwiczne. My mamy 0000-0400 czyli tzw. psiak. Oby świeciły gwiazdy i księżyc, bo one zawsze umilają noce na pokłdzie, podczas których wraca się myślami do tych, którzy czekają na nas na lądzie...

Dominika & Padre
2010-04-07 2040 LT
Caleta Martial
Płniemy od rana! Wczorajsze prognozy pogody na silny wiatr na Hornie rano się nie potwierdziły więc prujemy na południe. Towarzyszyło nam dziś przez dłóższy czas spore stado delfinów, które przepłwało z prawej na lewą burtę pod jachtem! Wszystkie aparaty i kamery w mig znalazły się na pokładzie. świeciło słonko, wiaterek do 4B więc wszystkie żagle poszły w górę genua, fok, grot i bezan. I znów sesja fotograficzna bo "Selma" pod pełnymi żaglami to rzadkość. Ale z nas szczęściarze:) Przechył też był. Tylko Ania w kambuzie krzyczała, że przy przechylonej kuchence gotuje jej się tylko połwa obiadu hehe. Mimo tego, wyszedł pysznie. Później włączyliły katarynę by zdążyć wejść w wąki przesmyk prowadzący do Caleta Martial zanim się totalnie ściemni. Log wskazywał 9 węzłów. Teraz znów krzątanina w kambuzie. Dziś spokojna noc-stoimy na boi. Przy sprzyjającym Neptunie jutro zostaniemy Kaphornowcami !
Dominika Ze specjalnymi pozdrowieniami dla żeglarza z Basingstoke :*

PS. Droga poprzednia, kochana załogo, musicie przyjechać jeszcze raz - Selma pod czterema żaglami wygląda fantastycznie, zwłszcza gdy mknie 10kt :)
Tomek

załga Selmy
2010-04-08 2140 LT
Caleta Martial
Epizod 4 - Pogromcy Hornu
Dziś przy 'porywistym' wietrze, fali wielkości chatki rybackiej i śniegu wkradająym się siłą pod szkiełka ciemnych okularów zdobyliśmy Przylądek Horn! przygotowania na ten moment trwały od rana! Dziewczęta, za namową Mastera Tomka, polerowały przywiezione specjalnie na tą okazję wysokie lakierkowe szpilki..., których w konsekwencji nie włożyły... ale za to Panowie (tu przodował Mucha i Bzyku) - po prysznicu z importowanej wody Channel, włożyli pancza włsnoręcznie utkane z kocyków podarowanych przez Lufthansę szorty z kolorowymi palmami, krawaty w pingwiny i kapelusze w stylu Lucky Luck. Chociaż byli i tacy, niezależnie od płci, którzy nie bywali wcześniej na Hornie, i ci zapakowali się w eleganckie, wyjściowe sztormiaki i kaloszki :) Napełniwszy brzuszki, wytoczyliśmy na pokład wszystkie działa (aparaty, obiektywy, kamery itd.) a Master Tomasz wydał rozkaz: Kurs na Horn! po czym genua, jako pierwsza wspięła się w kierunku błękitu nieba. Poczuliły się jak podróżnicy-odkrywcy! To nic że dotychczas już wielu innych pokonało Horn, ale dla nas to miał być ten pierwszy raz! Całe przedpołudnie przedzieraliśmy się między obsypanymi strzelistymi górami wysepkami archipelagu Islas Wollastone. Adrenalina pomieszana z podnieceniem podsycała oczekiwanie na ten jeden moment, aż wreszcie Master rzucił do załgi: "na lewym trawersie mijamy Horn! Za sterem dzielny żeglarz Aleksander spokojnie patrzył w dal! (z okna obiektywu rzecz jasna:) to było niezapomniane wrażenie! Flesze, kamery, trzask zmienianych obiektywów - byliśmy niczym japońscy turyści w Cannes :) Stwierdziliśmy, że noc spędzimy w przytulnej zatoczce a jutro... znów na Horn! Więc chwilowo zajeliśmy się exploracją zatoczkowej wysepki, rozpaliliśmy ognisko na jednej z dzikich plaż i delektowaliśmy się otaczającą nas przyrodą planując kolejne wyprawy :) A teraz przy dźwiękach szant na pokładzie dzielnej s/y Selmy zbieramy siły na kolejne spotkane z przyg(r)odą btw. jakoś nikt nie chce jadać nogami na stole :) dziwni z nas zdobywcy Hornu :). Dorzucając mniej poetycko, w obowiąku jako oficer wachty II, który przekroczył za sterem mityczną granicę oceanów: Pogoda bajkowa, błękitne niebo, temperatury letnie. Fala od SW Oceanu Spokojnego długa 3 metrowa. Mijając Cabo de Hornos o 1320 ST, a 1420 LT ( różnica między Argentyną a więc naszym nowym domem a Chile...) mieliśmy stan połączonych oceanów w ocenie Mastera Tomka na dobre 5 B, a siła wiatru mierzona "pożyczonym" a więc najlepszym wiatromierzem wskazywała 20 do 29 knots. Na wysokości Hornu wykonaliśmy zwrot z rolowaniem geni, a więc żeglarsko z pełnią frajdy. Do miejsca postoju tj. 1730 ST w Caleta Martial towarzyszyło nam słońce i ptaki a szczególnie uwieczniony kondor i dziesiąki albatrosów. Do miejsca schronienia dowiózł nas Jacek, rzetelny Krakus, który nie zapomniał że nie tylko "opłnięcie" ale i "dopłynięcie" się liczy.

Kasia i Alek

PS: Mucha i Bzyk usiłwali pokonać Cabo de Hornos w kocach, hawajkach w palmy i kapeluszach. To był drugi strój, rano mieli hawajskie stroje i berety z Jamajki. Mucha miał do tego krawat z wszystkim co bliskie sercu patrioty z USA. Dodał do tego równie urocze skarpety. Zdjęcia będą "chodziły" w aukcjach internetowych na rzecz jeszcze przez lata. Dodam, że trawers Hornu mineliśmy przy dźwiękach góralskiej muzyki spod samiutkich Tater do której pięknie tańczyła Ania:)

załga Selmy
2010-04-09 1910 LT
55°12'S; 067°03'W Paso Goree
Epizod 5
Wczoraj wieczór szantowy zebrał wszystkich. Tomek Master zamienił się w artystę Zrobił to dwa razy: upiekł steki z argentyńkiej wołwiny, których smak zostanie z nami na zawsze oraz zagrał i zaśpiewał.. wszystko to podlane sosem przygody, końca świata i samotności na oceanie, było nierealne w odniesieniu do tego co można wyczytać z naszych relacji. Całą noc wiatr wył oszalale. Rano chmury, deszcz i wiatr zabrały nam złudzenia o pogodnym lądowaniu na "ostatniej wyspie". Cóż takie jest morze. Jak można zaśpiewać morze faluje zawsze tak jak chce. Teraz płniemy we mgle i już powoli coraz bardziej w ciemnościach. Satelita i radar zastąpił pogodne niebo i sekstant. Używając możliwości XXI stulecia zmierzamy na bezpieczną boję w Puerto Williams. Bezpieczna jest boja, nie klub żeglarski. Po meldunku z Hornu czeka na nas honorowe picie Piscosouer. Ten obyczaj nie jest tak bezpieczny jak żegluga po tych wodach. Trzymajcie za nas kciuki, przydadzą się - Jutro wyprawa w góry. Kolejne plany: lodowce. Kończymy relację załoga po 10 godzinach spania i czytania szuka jedzenia ... a ja z Kasią mamy kambuz.
Alek

Warto dodać że wczoraj był Dzień Czyściocha, bo kąpaliśmy się w ciepłej wodzie. Miło :) A dziś jak to z Anią podsumowały, jest Dzień Lenia. Po wczorajszych emocjach zwiąanych z Hornem, adrenalina znacznie opadła. Każdy snuje się pod pokładem, czytamy, śpimy, a ci, co mają wachtę stoją przy sterze. Ja i Padre wachta 1600-2000 właśnie się skończyła. Temperatura spadła do 9 stopni, ale wieje zimny wiatr. Zimno, szczególnie gdy zaszło słoneczko, mimo bielizny żeglarskiej, podkoszulki, polara, golfu, podwójnych skarpetek, ciepłch rękawiczek , czapki, góry i dołu sztormiaka. Na szczęście kambuz gotuje wodę i zaraz będzie dla mnie herbatka.
Dominika

Wiaterek wyjąkowo z NE więc leniwie płyniemy pod genuą. Tym razem nie ma księżyca, chmury zasłoniły gwiazdy. Ciemna lepka noc. Selma nierealnie sunie w niebycie. A pod pokłdem.. hmm.. jajka faszerowane, dochodzi pieczeń z owocami, sos grzybowy z prawdziwych borowików pachnie do tego wspaniale. Przy sterze dzieci od mamusi, Lolek i Bolek na wakacjach. Oczywiście w szelkach, wiadomo, znamy się lubimy, pracujemy razem, ale za kokpit nie wychodzimy.. Z głośników spływa blues - Eric C. Pozdrawiamy czytaczy, rodzinkę i sympatyków:)
Tomek

załga Selmy
2010-04-11 1053 LT
54°54.9'S; 069°22,1'W północne ramię Kanału Beagle
Wczorajszy dzień minął nam wyczerpująco w Puerto Williams. Celem dnia było zdobycie "Cerro de Bandera", czyli "Wzgórze flagi", wysokość 590 m n.p.m. Niby to malutko, ale wszyscy się umęczyliśmy, a widoki z samego szczytu były przecudne. Dziewicze, jak to zawsze tutaj na końcu świata ;) Wszystkich zaskoczył Bzyku, który mając na nogach walonki od wujka Staśka jako pierwszy zdobył górę... A wieczorkiem delektowaliśmy się pierożkami z krabami i mięsem robionymi przez Chilijkę w knajpie o standardzie z minionej epoki. Połączenie wyśmienitego smaku i nietypowego otoczenia na pewno pozostanie w naszej pamięci :) A noc spędziliśmy w morzu, niestety z włączonym światłem masztowym, czyli jako statek o napędzie mechanicznym (tylko przewożącym żagle, a nie ich używającym). Bo przecież logicznie myśląc kontenerowiec przewozi kontenery, tankowiec tanki-czołgi, a żaglowiec żagle ;) Podczas psiej wachty gwiazdy oświetlały nam jedyny i słuszny kurs - ku lodowcom! Z Tomkiem znaleźliśmy nawet Krzyż Południa. Polska bandera zrzucona została do połowy flagsztoka po smutnych wieściach jakie doszły do nas o katastrofie. Dziś natomiast staliśmy się statkiem typowo turystycznym, nadal o napędzie mechanicznym. Wkoło nas fiordy ze schodzącymi w morze językami lodowca. Szczyty pokryte śniegiem. Ci, co byli w Norwegii mówią, że tutaj jest jeszcze pięknej! No i tak sobie płyniemy i podziwiamy... :) Takie widoki to tylko tutaj... Pierwsza kra na prawym trawersie:) Niedługo pora znów ubrać się w 5 warstw ciuchów bo od południa wachta...

Domi i Padre
2010-04-12 1847 LT
Caleta Julia
Wczoraj i dzisiaj byliśmy na prawdziwym końcu świata, to nie Ushuaia ani nawet Puerto Toro - najbardziej na południe wysunięte miejsce zamieszkane przez ludzi. Tu nawet albatrosy rzadko przecinają bielą błękit nieba. W fiordach południa, wolno nawigując na mapie papierowej (tu mapy elektroniczne się kończą ;-) dopłynęliśmy do końca oceanu, a właściwie krańca dwóch światów - Oceanu i Ziemi. W majestacie Gór gdzie lodowiec kończy swoją ziemską wędrówkę i małymi kawałkami spływa do wody podziwialiśmy błękitne zęby lodowca i słuchaliśmy grzmotów pękającego lodu.
Jacek

Tych lodowców to było nawet kilka, a góry wkoło sięgały 1200m n.p.m. Reszta dnia upłynęła nam na pływaniu po fiordach. Późnym popołudniem, gdy załoga cumowała w zatoczce Caleta Julia, ja zajęłam się sama kambuzem. Był też spacer po grząskiej wyspie, przy której teraz stoimy. Jacek obiecał dokończyć swój barwny opis końca świata jutro, bo teraz wszyscy siedzą przy stole. Idę do nich... :) DoMIniSIA ze specjalnymi pozdrowieniami dla żeglarza z Basignstoke :*

Poranna kawka z widokiem na lodowiec i pasmo górskie Cordiliero Darwin cudowna.. Podróż Selmą w fiordzie, a potem pontonem pod sam lodowiec - bezcenna :) Dzisiejszy dzień trzeba zaliczyć zdecydowanie do bajkowych, widoki zapierające dech.. Przyroda taka wielka, a my tacy malutcy..
T.

załoga Selmy
2010-04-13 0705 LT
Caleta Julia 54°54.649'S; 069°47.069' W
Świtówka, Ania w koi przeprowadza inspekcję powiek od wewnątrz, ja czuwam i słucham "... mieć ręce pod głową, zmrużone oczy, patrzyć jak życie się toczy, mieć w górze niebo, w sobie spokój, świat gdzieś z boku ..." i tylko Iridium ćwierka, że nowe wiadomości przybyły - psuje mi efekt końca świata telefon satelitarny psiakrew. Już pierwszego dnia rejsu doszedłem do wniosku ze zgubienie telefonu przed rejsem to najlepsza decyzja ;-) Wczoraj wieczorem mieliśmy trening z pływania zodiakiem z cumami po wodorostach ale fajnie było ;-), stoimy na pająka na trzech cumach na środku niewielkiej zatoczki, głębokość ok 3 metry i kupa wodorostów. Walczyliśmy długo. Wodorosty zaatakowały też Selmę - rano Commander przywracał chłodzenie. Odpływaliśmy żegnani przez przemiłego Delfina, zrobił kilka rundek honorowych i eskortował Selmę i zodiak do wyjścia z zatoki.

Jacek vel Jack Sparrow, Jacu, Jack itd.:
2010-04-13 1830 LT
Caleta Olla
Ognisko, barbecue i gitarra :) nostalgia i zachwyt niepowtarzalnymi okolicznościami przyrody, same 'miradory' ;-) Ognioodporny Bzyk czuwa nad ogniskiem. Ziemia Ognista - słowo ciałem się stało...wołowinka powoli dochodzi, ziemniaczki na wolnym żarze:) Patagonia jest warta każdej sekundy tu spędzonej... płyniemy pomiędzy miradorami i nie ma końca nowym ekscytacjom :) opłynięcie Hornu jest mega przeżyciem, ale uwierzcie... wrażenia wizualne w kanałach Patagonii nie pozwalają spać ani jeść - trzymają cały czas w napięciu na pokładzie... jaki lodowiec nam się tu pojawi, czy tym razem delfiny czy lwy morskie będą trzymały z nami kursu.. Master Tomasz zabiera nas na noclegi do najlepszych przyrodniczych Hiltonów - chociaż widok z okna nawet za dopłatą w 5* nie ma nawet co startować w konkursie z widokami jakie mamy z burty naszej Selmy ('naszej' to chyba znak-sygnał, że wsiąkamy w krajobraz jak w gąbkę...). W każdym razie człowiek w takich okolicznościach zauważa ile to 24h i jak można je wykorzystać, aby prawdziwie 'przeżyć' każdą chwilę i widzi jak na dłoni ile czasu marnuje na korki, niepotrzebne dyskusje i co jest w życiu ważne... ładują się nam akumulatorki a kolorowe pejzaże jesiennej aury nie pozwalają zapomnieć o początkach ludzkości... no bo nikt takiemu lodowcowi co się wdziera do kanału czy zatoczki nie powie 'dobra, koniec, teraz przerabiamy cie w kruszarce', wszytko jest dziewicze, nietknięte ludzką obecnością - niespotykane na wakacjach w Egipcie :) kuchnia wyśmienita - Master Jaśnie nam Panujący Tomasz czasem wyczaruje dla załogi wołowinkę nadziewaną śliwką z okolicznych plantacji z sosikiem niespodzianką :) przepis własny, smak niepowtarzalny, bezkonkurencyjny - rządzi nie tylko w kokpicie ale również w czworakach... niejedna pani domu by się zarumieniła :) - DZIĘKUJEMY ZA KAPITAŃSKIE UCZTY!!! (Tomek: Oj tam, oj tam..) reszta jutro - idziemy zdobyć kolejny szczyt otoczony patagońskimi wodami - widok podobno zapłacony tzn 'w cenie':)
Ania&Kasia

ps. przesyłamy specjalne pozdrowienia dla Mario vel Mariuszka:) wysokich lotów w czwartek!

definicje/słownik pokładowy:
'mirador' - widok przecudnej urody:) nazywany tak mniej więcej w języku miejscowej ludności i gładko przyjęty do statkowego żargonu;
'ognioodporny Bzyk' - początkujący strażak gaszący pożary chwilowo piwem (bo baba akurat tylko to miała pod ręką) - ale na przyuczeniu :) dobrze mu idzie możemy wystawić referencje ISO 69
'zapłacone' /'w cenie' - tak sobie żartujemy, że wszytko co nas spotyka jest w 'cenie' a za resztę zapłacimy VISA GOLD, a tak serio nam wydaje się, że taka wyprawa warta jest każdej wydanej złotówki dlatego zastanawiamy się czy to wszystko serio jest w cenie...;
'wariaty' - lokalny środek płatniczy;
'masz to w Polsce?' - zwrot często używany podczas oglądania miradorów, rozważamy wtedy co dostępne jest w kraju tak ,na szybko':)
'69' - wolne tłumaczenie w zależności od okoliczności, często desantujemy się naszą 'czarną perłą' i wtedy radyjko ustawiamy na kanał 69;
'czarna perła' - nasz dzielny pontonik
'czworaki' - kambuz
'kredens' - kajuta nr 3 :) wszyscy wiemy why :)
'lordoza' - Mucha ze swym wiernym podczaszym Bzykiem; to też rodzaj choroby przenoszonej drogą kropelkową o objawach nagłego zmęczenia materiału i makabrycznej niemocy;
'lektyka' - silne barki Bzyka przenoszące bezkaloszowców na suchy ląd przy desancie z pontonu:)
'Bzyki' - w rejsie przebywają głównie w kredensie czasami wychylają swój brzuszek by spojrzeć na piękne brzegi ognistej ziemi a następnie napełnić je gorącą, ognista wodą - turbo colą :) mocno zmrożoną:)
'Padre' - opiekuńczy, czuły, przystojny, kulturalny mężczyzna... i tyle...bo pomyślicie, że tacy przecież nie istnieją a ten jest już niestety zajęty :)
'Wasza Nerwowość' - tak zwracamy się do Mastera Tomasza gdy marszczy brew :)
'dzień czyściocha' - to ten najważniejszy dzień kiedy Master Tomasz uzna, że woń Channel się letuchno popsuła, więc grzeje nam wodę a załoga śmierdziuszków może zeskrobać osad z ciała :)
Jack Sparrow - nasz dzielny niestrudzony kapitan Czarnej Perły - pontonowy Jacek; Jacek robi też doskonałe zdjęcia i ma bzzzzzyka w aparacie - a może i w głowie....:) - to taka funkcja ulubiona Kasi która pozwala na robienie zdjęć w serii;
Iridium - telefon satelitarny, na którego dźwięk załoga woła Domi ;)
dulche de leche - pociągający, seksowny, opalony, słodki, kuszący, wprawiający wszystkie panie w stan błogości tutejszy specjał przypominający im słodkie usta mężczyzn pozostawionych we wszystkich portach świata :)
Załoga Bractwa Czarnej Perły :) wróć - tzn dzielnej Selmy!

PS. Tomek: dzięki Przemo za smsy! widziałem super Land-Rovera, zrobiłem foty:), Piotruś z Krakowa i Doktore: dzięki za smsy, bardzo to mile, też tęsknimy!!

załoga Selmy
2010-04-19 1400 LT
Ushuaia
W piątek rano sprzątaliśmy jacht, a wieczorem była pożegnalna kolacja. W sobotę uściski, pożegnania i po chwili Selma opustoszała. W niedzielę doleciały pierwsze dwie osoby (Marcin i Andrzej). Ale niestety na resztę załogi musimy zaczekać. Z powodu chmury pyłu z wulkanu islandzkiego odwołano większość lotów w Europie. Mamy nadzieję, że w środę będziemy mieć całą załogę na Selmie. Dodam, że trzy inne jachty też czekają na załogi z Europy. Wczoraj z Marcinem stwierdziliśmy jak nasza cywilizacja jest malutka przy naturze. Jeden wulkan spowodował tak potężny paraliż komunikacyjny na prawie całym kontynencie. No cóż, najważniejsze by wszyscy dotarli bezpiecznie. Czekamy na Was. Andrzej z Marcinem zwiedzają dziś Ushuaia, a jutro pojadą do Parku Narodowego. Na szczęście okolica piękna i można zrobić ciekawe wycieczki. Dziś popadał deszcz ze śniegiem, na termometrze 6 stopni. Góry zrobiły się białe, a jesienny, kolorowy las przyprószył się delikatnym pudrem.
Ściskamy mocno poprzednie załogi:)
ps. Załogo z poprzedniego rejsu (tego z Krzysiem): zostały ubrania, bluza HM, bluza HH, koszulka z długim rękawem termoaktyw, co mamy z nimi zrobić?

Tomek Łopata