Szczególnie Polecamy

Gdynia - Liepaja/Kalmar/Bornholm/Karlskrona - Gdynia

Cena: 990 PLN

Termin rejsu: 2019-11-28 - 2019-12-01

Najbliższe Rejsy

Bournemouth - Polska

Cena: 1400 PLN

Termin rejsu: 2019-08-26 - 2019-09-10

XIII Sekstantowe Andrzejki

Gdynia - Gdynia

Cena: 990 PLN

Termin rejsu: 2019-11-28 - 2019-12-01

Najbliższe Szkolenia

_NO_TRAINING

Pamietnik Hornowca - Wyprawa na Antarktydę ( Horn02)

2010-01-16 1745 LT
59°45'S 062°09'W
Witamy ponownie wszystkich byłych i przyszłych polarników. My już prawie przepłynęliśmy Drake'a. Pogoda i morze były dla nas wyjątkowo łaskawe nie wiem czym żeśmy przekupili Neptuna, że wygładził dla nas swoje rubieże. Dzisiaj minęliśmy strefę konwergencji, czyli 60 stopni zostało złamane. Wracając do pogody to mamy dużo słońca przeplatanego co prawda krótkimi deszczami ale nie męczącymi, pozwoliła ona na postawienie kompletu żagli - tak że wyglądamy dostojnie. Ogólnie robi się coraz zimniej, tzn bardziej rześko. Wymaga to od nas kolejnych warstw ubrań. Również ze względu na brak objawów choroby morskiej zaczynamy pracować nad kolejnymi warstwami tłuszczu, trawienie wspomagamy yerbiąc matę. Rozpoczęły się wyścigi w dogadzaniu swoim brzuchom. Morze powoli pokazuje nam swoje bogactwo. Spotkaliśmy już delfiny, które ścigały się z jachtem od czasu do czasu radośnie wyskakując z wody. Widzimy też sporo albatrosów i petreli oraz pojawiają się zabłąkane pingwiny, teraz wszyscy czekamy na wieloryby. pozdrowienia od Stefana, Jerzego, Tomasza, Jakuba, Bogdana, Kondrada, Krzysztofa oraz Anny dla bliskich

Hello,hello from Selma. We are again on the way to Antarctica. This time for only 19 days.We are heading for the ARCTOWSKI Station to deliver some fresh fruit and vegetables and spent good time with the people on the base.The sailing is great. We are slowly aproaching the Shetland Isl.So far the weather was in favor to us.Thank you to Neptun.All the crew are doing fine. The skipper is in good humor.Just as well...Othervice our live would not be so pleasant.That is all for time being. I am off to eat more lovely food to make sure I will have enough fat on me to face the Antarctic ;-).Somebody is playing a guitar in the messa.Peaple are getting to know each other and are more relaxed day by day.I am sending the best wishes and thanks to our readers. Darek

ps. To Elizabeth and Nella- thank you for the grand time on the last trip to see the wanders of Antarctica.It was,no doubt , the best polar trip for me.Thank you .

Załoga Selmy
2010-01-17 1930 LT
61°47'S 057°46'W
Tu Szelmy z Selmy
Wczoraj wieczorem wiatr siadł. Noc od 10 wieczór przejechaliśmy na silniku. Rano po 6 postawiliśmy genue i grota. Północny wiatr przybrał nieco na sile i od 8 lecimy jak na skrzydłach. 8-9-11 knotów nie schodzi z licznika. Jurek z Bogusiem przygotowali koncertowy obiad teraz szykują racuchy. Od rana towarzyszą nam stada petreli przylądkowych. Niebo szare, pierwsza góra lodowa i growlery. Temperatura spadła. Mam nadzieje ze jutro dotrzemy na Arctowskiego.

Piotr
2010-01-18 1830 LT
kotwica przed Stacją Polarną im. Arctowskiego
Wieczorem pojawił się pierwszy ląd, poczuliśmy się jak kolumbowie po tych paru dniach oceanu, dookoła również pierwsze góry lodowe majestatycznie przepływające obok nas i wyglądające zupełnie niegroźnie. I wreszcie 05:15 kotwica poszła w dół w zatoczce przy Arctowskim. Rano wstaliśmy i nie buja! jacht delikatnie myszkuje na uwięzi. Dla odmiany, po zejściu na ląd kołysanie było zauważalne, na szczęście po kilkunastu minutach ustąpiło. Dzisiaj dzień luzu - będziemy zwiedzać. Rano podpłynął ponton i pierwsza okazja, mini wycieczka po koleżankę z stanowiska oddalonego od bazy, dla nas gratka. Zostaliśmy przebrani w stroje kosmiczne i na miejsce. A tam pierwsze pingwiny i foka starająca sią nas odstraszyć. Po powrocie i szybkim śniadaniu wyjazd do bazy, tam bardzo ciepłe przyjecie i zaproszenie na posiłki do wieczora, generalnie bardzo domowa atmosfera.
Wybieramy się na pierwszą dzisiaj wycieczkę, idziemy wzdłuż wybrzeża dookoła kości wielorybów i oglądamy tlące się życie flory - mchy i porosty raz fauny: pingwiny i mała kolonia słoni, a właściwie słonic morskich. Wreszcie dochodzimy do celu, najpierw zapach.. powiem tyle intensywny... i są setki pingwinów, a pomiędzy nimi małe. Czujemy się jak na filmie z National Geografic, prawie jedzą z ręki. Poinstruowani przez Piotra zachowujemy się tak, że po chwili nas ignorują i zajmują się swoimi pingwinimi sprawami. Jesteśmy świadkami ataku Skua na kolonię, niestety skutecznego jeden pingwin odszedł. Powoli wracamy po drodze grób Puchalskiego i baza - ciepło i obiadek. W południe jeden z autorów załapał się na wycieczkę pontonem z nurkami, fotografującymi tutejszą podwodną florę i faunę. Po 20min szaleńczej jazdy pontonem wylądowaliśmy na Gdynia Point (autor pochodzi z Gdyni...), gdzie po udzieleniu pomocy ze sprzętem mogłem obejść wyspę dookoła fotografując lodowce schodzące do zatoki. Po południu kolejna wycieczka mniej dydaktyczna bardziej widokowa. Idziemy w góry "szlakiem" tzn ścieżkami dziewiczymi, które sami sobie wybieramy. Poziomem trudności porównywalne z Bieszczadami. Widoki nieporównywalne z niczym. Z jednej strony ocean, a na nim sunące góry lodowe. Z drugiej zatoka, a do niej schodzące lodowce. Ziemia wygląda jak księżycowa. A my harcujemy jak dzieci, wyścigi przy zejściach w zjazdach, a właściwie w zbieganiu ze zboczy na jęzorach śniegu. Staramy się pamiętać o zasadzie "nie po zielonym" (bo wolno się odtwarza, specyficzna i unikalna itp.), aczkolwiek musieliśmy przez moment pójść na kompromis z tą zasadą w wariancie alternatywnym trasy dla części wycieczki (szczegóły ocenzurowano). Wszyscy robią masę zdjęć. Odpoczywamy, przed nami jeszcze dwa punkty programu kolacja i kąpiel. Jesteśmy szczęśliwi.
Ponowne pozdrowienia dla naszych bliskich od Stefana,Jerzego,Bogdana,Konrada,Krzysztofa,Tomka,Jakuba oraz Ani.

Jerzy i Konrad
2010-01-20 0100 LT
w drodze na Trinity Island
Rano o 5 podnieśliśmy kotwicę, płyniemy na Trinity Island. Wiatr osłabł do 6kn, wieczór płyniemy na silniku. Po drodze piękne stołowe góry lodowe. Potem z lekkim E-NE wiaterkiem. Suniemy na genule. Trochę sypie śnieg. Darek wzmocnił wachtę 0-4 jest trochę ciemnej szarówki i trzeba wypatrywać na oku growlerów. Czasami kłapnie genua, fali prawie nie. Słychać tylko cichutkie pluskanie i bulgotanie za burtą. Jacht delikatnie kiwa się na burty. Oprócz wachty wszyscy śpią. Spokój.
Jutro moje urodziny to już czwarte w tej okolicy, a tu bach dorwała mnie rwa kulszowa. Przed chwilą dowiedziałem się że to to samo co lumbago. Lumbago piękna nazwa czy to nie pachnie Conradem i przygodą? Rzeczywistość mniej poetyczna musiałem odstąpić Darkowi moje miejsce w sterówce. Jurek robi mi codziennie masaż (dobrze mieć czasami w załodze lekarza) mówi że to potrwa z tydzień. Nie mogę sobie pokręcić korbą przy rolowaniu genuy ani wejść na bom. Co za życie. Pracuję palcem wskazującym: schowaj to, zrób tamto. Po za tym jakoś leci. Wszyscy czekają na wieloryby.

Piotr
2010-01-20 2200 LT
64°29'S, 061°44'W
Dzisiejszy dzień bardzo bogaty w przeżycia najpierw Trinity Island z argentyńskim rescue house dużą kolonią pingwinów białobrewych i charakterystycznym zapachem. Tam znowu natura daje o sobie znać, jesteśmy świadkami ataku Skuły na małe pingwiniątko, które zostaje na naszych oczach pożarte. Sam domek ciekawy wyposażony w kilka prycz coś na kształt kuchni z zapasami prowiantu - dla rozbitka raj dla nas trochę niechlujnie. Po drugiej stronie wyspy resztki szalupy wielorybników i trochę kości, a na płachtach śniegu wylegują się foki.
Po krótkiej wycieczce dookoła wyspy wracamy na łódkę i płyniemy dalej. Po drodze pojawiają się wieloryby początkowo para. Jeden z nich wychylił głowę z wody tuż obok rufy, jakby chciał sprawdzić co to za dziwni goście go odwiedzili. Popływały trochę obok nas pokazując grzbiety i ogony po czym odpłynęły, a na pokładzie szał filmowania i fotografowania, niestety nie wszystkie zdjęcia udane. Ale rekompensata już po chwili - podpłynęła następna para. Dzień wydaje się być już syty wrażeniami, ale przed nami pasaż Grahama. Tam powiem szczerze zostaliśmy powaleni na kolana pięknem Antarktydy. Jak ktoś zauważył znaleźliśmy się w mateczniku gór lodowych. Olbrzymie ściany lodu poorane szczelinami jakby gotowe do porodu i dalszej podróży przez Ocean Południowy. Pomiędzy nimi dziewicze skały. Krajobraz surowy i dostojny. Płyniemy dalej i docieramy do Portal Point, a tam lądujemy na kontynencie!!! Robimy krótka eskapadę do porzuconych beczek (jakiejś argentyńskiej wyprawy) początkowo wspinanie się w śniegu po kolana potem zjazd po zboczu stylem dowolnym, dużo zabawy. Wracamy i płyniemy dalej.
Całusy i uściski dla najbliższych od Ani, Stefana, Jerzego, Konrada, Krzysztofa, Bogdana, Jakuba i Tomka.

Załoga Selmy
2010-01-20 2220 LT Portal Point Docieramy do PORTAL POINT. Przypominają sią przyjemne chwile z poprzedniej wyprawy. Trzymajcie się dzielnie, poprzednia załogo, w tumulcie cywilizacyjnym.... Zostałem na pokładzie pełniąc wachtę kotwiczna. Obserwuje ekipę na zboczu wspinającą się powolutku po stoku. Wokół totalny spokój. Żadnego podmuchu wiatru. Chmury ciężko wiszą na 200 metrach. Pingwiny wyskakują z wody przy burcie. Jakaś mordka foki pojawia się czasami niedaleko. Woda pochlupuje odbijając się o gór lodowych, które majestatycznie czekają na dopełnienie swojego żywota na mieliźnie. Co jakiś czas słychać trzask lodowców, które przygotowują się do cielenia. Jest bosko. Na dodatek przesmaczne zapachy dochodzą z kambuza. BIGOS jest prawie gotowy do odstawienia pod ławeczkę sternika w kokpicie, aby dojrzał. Sądzę, że pojutrze będziemy go pochłaniać. Mniam,mniam. Darek
2010-01-21 2100 LT
Potr Lockroy, 64°49,5'S 063°29'W
Witajcie
Witajcie Kolejny dzień, właściwie trudno to tak nazwać, przecież tu nie ma nocy. My też żyjemy systemem 4 godzinnych drzemek, a zwiedzanie o 3 lub 4 nad ranem nikogo nie dziwi. Dzisiaj Enterpraise - wysepka wielorybników, obecnie cicha i spokojna, ale ślady świadczą, że w poprzednim stuleciu tętniło tutaj życie: w skały ponabijane polery, w zatoczce wrak statku wielorybniczego obok na brzegu nieźle zachowane szalupy, w innym miejscu resztki urządzeń do wytapiania tłuszczu. Oglądamy te ślady ludzkie powoli zacierane przez czas, a dalej w tle piękno lodowców. Formy jakie może przybrać lód pobudzają wyobraźnię. Doszukujemy się mostów, katedr, ale wiele form wymyka się klasyfikacji. Są po prostu abstrakcyjnie piękne. Lądujemy na małej górze lodowej, oczywiście wracającego po nas Darka atakujemy śnieżkami, potem już powrót na jacht i odpływamy (byliśmy w czwórkę drugą turą wycieczki pontonowej). Po drodze kolejne cieśniny otoczone lodowcami w finezyjnych formach. Kolejne góry lodowe, wieloryby i lodowce. Piszę kolejne, ale każdy z nich jest inny, ciekawy. Tyle atrakcji zewnętrznych. Na pokładzie obchodzimy urodziny Kapitana, zrobiliśmy my mu Tort, był szampan, po czym Piotr się rozmarzył, eksplodował pomysłami na przyszłość. Teraz siedzimy, Stefan gra na gitarze podśpiewujemy szanty. Jest miło. Całujemy bliskich, tym razem alfabetycznie - Ania, Boguś, Jakub, Jerzy, Konrad, Krzyś, Stefan i Tomek. Jerzy

Dzisiaj piękny dzień. O 2 w nocy w szarówce rzuciliśmy kotwicę w Foyn Harbour, bo miejsca przy wraku na Enterprice były zajęte. To tylko milkę dalej. O 0530 pobudka, bo czasu trochę mało, a tyle do zobaczenia. Darek jedzie z pierwszą grupą pontonem zwiedzać. Lumbago lumbagiem zabieram się za silnik. Wczoraj pracował nierówno i trochę się zapowietrzał. Wymiana filtrów, demontaż ścianki, poprawianie wężyków na zbiorniku rozchodowym, potem pompa paliwa, odpowietrzanie układu. Darek po drugiej wycieczce wrócił nieco zmarznięty, a ekipa uśmiechnięta. Pogoda piękna, chmury powyżej szczytów a silnik pracuje równiutko (dziś bezwietrznie). Do tego Jurek zrobił przepyszny tort, Stefan i Kuba grają na gitarze. W port Lockroy chyba znowu będziemy koło drugiej nad ranem. Dziękuję wszystkim za życzenia. Silnik ciągle równiutko. Może zrobię bułeczki drożdżowe.
Piotr

PS. Zrobiłem. Stoimy w Potr Lockroy

Jerzy i Piotr
2010-01-23 0100 LT
Kanał Le Maire
Witajcie
Dotarliśmy do Port Lockroy. Rano obudził nas zapach ciasta, okazało się że Kapitan upiekł bułeczki drożdżowe - pyszne!! Szczególnie z masłem, choć Stefan woli tradycyjnie z swoją ukochaną nutellą. Zresztą dziś w kuchni Piotruś rozkręcił się. Na obiad zupa dyniowa z dodatkami na "winie", cóż powiem tyle: Żałujcie.
Wycieczka do starej bazy angielskiej zaraz po śniadaniu, a tam powiew cywilizacji, sklep to 3/4 bazy i do tego możliwość płacenia kartą, skrzynka na listy, a dookoła kilka jachtów i stateczki. Ruch pontonów jak na jakimś kanale. Sama baza to dziś muzeum, pomieszczenia zachowane w dawnym stylu, na ścianach symbole tamtych lat z młodą królową na czele - w końcu czasy dawnego imperium. Z samej bazy ostały się dwa budynki. Całość nastawiona jest na turystykę, którą i my wsparliśmy kupując kartki i różne gadżety. Wracamy na łódkę i płyniemy w kanał Le Maire. By się do niego dostać przedzieramy się przez pola gruzu lodowego często odpychając większe kawałki bosakami w postaci długich metalowych rur. Sam kanał zapiera dech w piersi, ogromne ściany skalne schodzące do samej wody aż kuszą by rzucić kotwicę i się wspinać. Pomiędzy nimi w żlebach lodowce, a ich formy cóż tylko wyobraźnia podsuwa coraz to inne porównania.. W jednym miejscu szczeliny układają się tak, jakby ktoś rozpalił gigantyczne lodowe ognisko, przywodzą na myśl baśnie z dzieciństwa królowej śniegu. W innym miejscu warstwy układają się jak tort albo przekładaniec, jest to groźne piękno.
Za kanałem stajemy na kotwicy przy Pleneau Island i płyniemy pontonem, a następnie wycieczka na szczyt. Po drodze mijamy pingwinisko, ale nie jest to jak się okazuje najważniejsze. Widok z góry niesamowity, dookoła zgrupowanie gór lodowych, tutaj Antarktyda wygląda trochę inaczej, surowiej. Dochodzimy do pola rdzawego śniegu, jak się okazuje i w takich warunkach tętni życie. Całe pole pokryte mikro glonami, właśnie w czerwonawym kolorz, część na powierzchni a część w jamkach wypełnionych wodą. Te drugie wyglądają jak by ktoś kuliste akwarium wypełnił wodą i zakopał zostawiając na górze mały otwór, a na dnie roślinki - cudne. Ze szczytu oglądamy dalszą drogę, wydaje się pozbawiona gruzu lodowego. W drodze powrotnej na łódkę bonus - obok niej na krze wyleguje się lampart morski. Oczywiście płyniemy go oglądać - przygląda się nam lekko znudzony. Pierwszej grupie pokazał zęby, nas już zignorował. Teraz kolacja i czekamy na kotwicy na zmianę prądu w kanale i ruszamy dalej.
Tradycyjnie całujemy bliskich tym razem również alfabetycznie - Ania, Boguś, Jakub, Jerzy, Konrad, Krzyś, Stefan i Tomek.
Jerzy
2010-01-24 1930 LT
64°13'S; 065°47'W
Dzisiaj ostatnia relacja z Antarktydy.
Pogodowy bonus - czujemy się prawie jak w tropikach, czyste błękitne niebo, słońce i 19 stopni plus oczywiście. Gdyby nie otaczające nas lodowce, można by się zastanawiać czy na prawdę jesteśmy na szerokości prawie 65,5°S. Nikomu nie chce się wracać. Jesteśmy w malowniczej zatoczce Johannessen Harbour, otoczenie bajkowe - kamienne plaże i góry lodu, a na horyzoncie wzniesienia brzegu Antarktydy spowite mgłami dającymi niesamowite efekty kolorystyczne. Ale wracając do początku dnia: dziś planowaliśmy dzień rekreacyjno-sportowy. Początki były niewinne, lądowanie na kamieniach i wycieczka na lodowiec. Na szczycie przy ustawianiu się do grupowego zdjęcia Stefan wpada w szczelinę przykrytą mostkiem śniegowym. Na szczęście hamuje na rękach i poza strachem nic się nie dzieje. Do zdjęcia pozujemy na leżąco, a potem grzecznie po swoich śladach wracamy ze szczytu, mimo to Stefan zalicza drugą szczelinę tym razem do pasa. Resztę góry pokonujemy zjeżdżając na kurtkach, spodniach w stylu dowolnym. Niektórzy podchodzą ponownie zaliczając po kilka zjazdów. Doszliśmy do wniosku, że Stefan jak kot ma 9 żyć - dzisiaj postanowił wykorzystać jeszcze jedno. Czeka na brzegu gotowy do kąpieli, przepływa paręnaście metrów i wyciągamy go planowo na ponton uznając wyczyn za zaliczony.
Wracamy na jacht i przenosimy się w inne miejsce zatoczki. Tym razem podzieleni na grupy jedziemy na wycieczki pontonem i znowu bonus - trafiamy na grupę fok wylegujących się na krze wypełniającej całe zakole zatoczki. Idziemy brzegiem poprzez kolonię Skuł. Jest tu sporo gniazd, widzimy jaja i małe. Za kolonią na jęzorze śniegowym śpi foka podchodzimy i obserwujemy, jakież jest jej zdziwienie gdy się budzi - wygląda zabawnie. Po pewnym czasie zaczyna nas ignorować, czasami tylko sprawdzając czy jeszcze jesteśmy. Przy drugiej grupie foka zostaje wybrana do kampanii reklamowej, w końcu zniesmaczona odchodzi. W międzyczasie pozostający na jachcie przygotowują go do przeprawy przez Drake'a. Ostatecznie ponton ląduje w forpiku, podnosimy kotwicę i niestety wracamy. Każdy jeszcze siedzi na decku grzejąc się wieczornym słońcem i wchłania ostatnie widoki. Zapomniałbym, wreszcie dorwaliśmy się do bigosu, był pyszny. Przed nami rutyna wacht i otwarte morze i oczywiście ostatni punkt wycieczki Horn. Całusy dla najbliższych (jak na razie kolejności alfabetycznej nikt nie oprotestował) - Ania, Boguś, Jakub, Jerzy, Konrad, Krzyś, Stefan i Tomek.
Jerzy

Dodam jeszcze, że o 1900 podnieśliśmy kotwicę i płyniemy z korzystnym wiatrem z SW. Dziękuję za wszystkie życzenia, które do mnie dotarły. Piotr

Jerzy i Piotr
2010-01-27 1000 LT
60°11'S; 065°22'W
Witajcie
Zbliżamy się do połowy drogi na Horn. Cieśnina Drake'a jest zmienna jak kobieta, ale nie możemy narzekać. Ogólnie jest bardzo spokojnie, choć zaliczyliśmy już deszcz, śnieg, i zmienne wiatry. Raz buja, raz jest wyjątkowo łagodnie - wczoraj wieczorem partyjka Canasty. U części załogi powrócił głód czytania, wiec mesa zmieniła się w czytelnie. Korzystając z korzystnych warunków zrobiliśmy wielkie gotowanie na gorsze czasy, jednak jak to w życiu bywa Neptun wygładza morze na okresy posiłków, więc zmieniamy się w jamochłony i porcje znikają w zabójczym tempie. Wczoraj urodziny Ani komisyjnie przeniesione do port Williams (impreza około 30.01), tak że na razie opóźniamy poród o parę dni. Wróciła rutyna wacht, wszyscy już żyją morzem, nawet choroba morska nas oszczędza.
Całusy dla najbliższych Ania, Boguś, Jakub, Jerzy, Konrad, Krzyś, Stefan i Tomek.
Jerzy
2010-01-28 2140 LT
55°16'S, 066°20'W
Witajcie
Po kilku dobach w morzu - Ziemia i to nie byle jaka - Cape Horn. Opływamy magiczną skałę ze wschodu na zachód, następnie ponownie w przeciwnym kierunku. Pogoda żeglarska, wieje 3°B ze wschodu, więc dodatkowo płyniemy z wiatrem, a potem halsujemy pod niego. Wszyscy w szampańskich nastrojach, oczywiście sesja zdjęciowa w wszystkich możliwych konfiguracjach ze skałą w tle :-)), i zupełnie nam nie przeszkadza, że szczyt Hornu we mgle.
Teraz już powrót, płyniemy do Chilijskiego Puerto Williams tam trochę cywilizacji (dopiero jutro) - roaming, komórki!! Gorzej z prysznicami ten luksus pewnie już w Ushuaia, ale cywilizację trzeba sobie stopniować, co by się nią nie zachłysnąć.
Całusy dla najbliższych Ania, Boguś, Jakub, Jerzy, Konrad, Krzyś, Stefan i Tomek - Kochani jesteśmy coraz bliżej!!
Jerzy
2010-01-30
Puerto Williams
Witajcie
Przybiliśmy do Puerto Williams. Po zacumowaniu wycieczka w pobliskie góry. Przyroda fantastyczna, szlak górski przypominający Bieszczady - starodrzew podobny do buków, z którego wychodzi się na połoninę. W trakcie eskapady wszystkie rodzaje pogody - deszcz, piękne słońce, potem mgła i śnieg i znów słońce. Potem do knajpy na obiadek. Samo miasteczko, a właściwie baza wojskowa, urokliwe. Place pełne militarii zamiast krasnali ogrodowych, a na nich pasące się krowy. Można tu spotkać pasterzy na koniach i w pick-upach. Parterowe drewniane domki obite blachą z mini ogródkami, zawalone drewnem i różnymi szpejami. W powietrzu zapach tegoż drewna. Klimat jak w małych mieścinach Beskidu Niskiego. Nasza restauracja w centrum na tzw. rynku pełna kontrastów - stoły pokryte ceratą, a jedzenie podawane na malowanej porcelanie. Sama kuchnia lokalna - Empanadas podawane z ostrym sosem, mięsa, ryby, sałatki. Wszystko podlane winem i piwem - bardzo sycące. Najedzeni wracamy na jacht na poobiednią drzemkę. Wieczorem impreza urodzinowa Ani, w pobliskiej knajpce - statku, dużo PiskoSauer lokalnego drinka, torcik w postaci góry lodowej, a na deser szampan. Załoga innego jachtu też obchodziła czyjeś urodziny, więc impreza zmieniła się w ogólnobarową. Dookoła konglomerat językowy anglo-hiszpano-polsko-francuski. Powrót do spania na miękkich nogach. Dziś płyniemy do Ushuaia.
Tradycyjne całusy dla najbliższych Ania, Boguś, Jakub, Jerzy, Konrad, Krzyś, Stefan i Tomek.
Jerzy
2010-01-31
Ushuaia
Właśnie dotarliśmy do Ushuaia i tym sposobem zakończyliśmy tę wspaniałą Antarktyczną przygodę. Jutro porządki na jachcie i wycieczka w góry lub do Parku Narodowego.
Tomek