Szczególnie Polecamy

Gdynia - Liepaja/Kalmar/Bornholm/Karlskrona - Gdynia

Cena: 990 PLN

Termin rejsu: 2019-11-28 - 2019-12-01

Najbliższe Rejsy

Bournemouth - Polska

Cena: 1400 PLN

Termin rejsu: 2019-08-26 - 2019-09-10

XIII Sekstantowe Andrzejki

Gdynia - Gdynia

Cena: 990 PLN

Termin rejsu: 2019-11-28 - 2019-12-01

Najbliższe Szkolenia

_NO_TRAINING

Pamietnik Hornowca - Wyprawa na Horn i fiordy Ziemi Ognistej ( Horn04)

2010-03-23
W drodze na Horn..
55°09'S; 066°59'W
Wznawiamy nasz relacyjny kącik młodego skryby. Przyjechała nowa ekipa. Na początku był tradycyjny chaos. Trzeba było się zaaklimatyzować, poznać jacht itd.. Po załatwieniu odprawy granicznej w Argentynie pożeglowaliśmy do Puerto Williams, by tak dokonać odprawy wejściowej do Chile, która umożliwiła nam zrobienie kolejnej odprawy - tym razem na Horn. Po tej uderzeniowej dawce biurokracji w końcu możemy spokojnie wypłynąć.
Chłopaki przechrzcili Hanię na Bestię. Bestia mówi do nich: "na razie odmawiam, ale proszę nalegaj.." Dziś przed obiadem urządziliśmy wielkie wietrzenie. Zamiast żagli dla odmiany przewietrzyliśmy wszystkie flagi i proporce przywiezione przez członków załogi. Co prawda ledwie starczyło miejsca na wantach bezana ale Rysio twierdzi, że działa to lepiej niż żagle. Sesję zdjęciową przerwało podanie obiadu. Niespodzianka zaserwowana przez Piotrka i Rafała powaliła nas na kolana. Chłopaki przyrządzili wołowinkę pod dwiema postaciami podaną z ravioli i sałatką. Teraz wyszło słonko. Jacht leniwie przebija się pod rosnąca falę, a załoga w sterówce tworzy relację. Radosną twórczość przerywa nam co jakiś czas pojawienie delfinów.

Dialog z forpiku:
Rysiu daleko jeszcze??
978,979,980... - Rysiu cichutko liczy ogniwa układanego łańcucha kotwicznego (oczywiście w nagrodę) A nad nim niczym kat nad dobrą duszą stoi nasza Bestia (twierdząca że przecież jest aniołem)

W sterówce jak zwykle loża szyderców pozdrawia wszystkich w kraju Komitet organizacyjny kącika młodego skryby

Hania, Ola, Rysio, Darek, Piotrek i Maci
2010-03-24 1400 LT
55°55,9'S; 067°11,2'W
Udało się!!!! Neptun był łaskawy, oddaliśmy pokłon Hornowi. Pogoda była wyjątkowo przychylna, pozwoliła na zrobienie pięknych zdjęć. Walka o koło sterowe nie przesłoniła nam radości opłynięcia Przylądka Wiatrów. Do tej pory nie możemy zrozumieć, jak wachta kambuzowa przejęła ster zamiast robić herbatę. Podczas przechodzenia zastanawialiśmy się, czy to nie wycieczka kółka fotografów i fotoreporterów. Na pokładzie było więcej aparatów fotograficznych i kamer niż żeglarzy. Wszyscy sponsorzy zawiśli na swoich miejscach. Na pokładzie zapanowała ogólna radość, euforia, eksplozja szału, szampan lał się strumieniem. Korek nie chciał wyjść, Rysiek nie chciał oddać prowadnicy korka, sam się szarpał z nim aż do bólu. Od dziś jest zwany Ryśkiem Truskawkowym. Nadal trwają dyskusje, kto tak naprawdę dokonał tego cudu przy Hornie - wachta Piotr i Rafał dokonali wpisu do dziennika, ale to dzięki kulturalnej tolerancji Marty i Mareczka, i to oni zespołowo wachta III i I wspólnie byli autorami opłynięcia Przylądka. A jaka jest kolejna prawda? Kambuz w składzie: Rysio, Dario i Ola abordażem zdobyli koło sterowe i żądają uznania tego faktu jako jedyną obowiązującą prawdę. Rafał, Piotr i Marek trzymają się wersji, że to tylko nasza wachta dokonała prawomocnie zdobycia Hornu, papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie !!! Bzdura i chała, to MY KAMBUZ jesteśmy Ojcami i Matkami tego sukcesu. Pozdrawiamy rodziny, nie dajcie posłuchu tym samozwańcom, trzymajcie kciuki za naszą wersję. Aha... podaliśmy obiad ? Nie mamy zamiaru być przy jedzeniu. Załoga pewnie zechce abyśmy z tej okazji wypróbowali kostiumy kąpielowe, ale w toalecie jest miejsce dla Trzech i tam przeczekamy chwilowe uniesienia z powodu konsystencji i smaku potrawy. Kambuz do garów!!! Na wieczór zatrzymaliśmy się w zatoczce przy wyspie Herschel. Wieje, czasem 40 węzłów, wychodzi pół księżyca. Inaczej niż podczas poprzednich nocy, nie widać fantastycznie rozgwieżdżonego nieba. W zatoczce nie jesteśmy sami, z sąsiedniej łódki przybyła do nas delegacja nl/uk/fr/ar, daje pokaz gry na klarnecie z akompaniamentem gitary kapitana. Jutro dzień niespodzianek w kambuzie, prosimy trzymać kciuki. Teraz zaczyna wiać coraz mocniej. Mamy wiatr nawet 56,1 węzłów, deszcz i grad daje się we znaki. Cale szczęście, że możemy skryć się pod pokładem. Humory nam dopisują, jak i apetyt, dzięki kambuzowi mamy doskonałą sałatkę. Pozdrawiamy wszystkich, którzy nam kibicują. Dziękujemy za sms-y. Gratulacje dla Krzysia za skuteczny występ przed PKOl.

Bestia Hania, Marta, Ola, Piotr, Rafał, Darek, Rysiek, Marek, Benek, Maciek, Krzysiek, Tomek.

Załoga
2010-03-25 1115 LT
Isla Hornos
Nad ranem wichura ucichła, cumy zdjęte, kierunek Isla Hornos. Tym razem w celach turystycznych. Desant pontonowy poszedł sprawnie i aktualnie cała załoga zwiedza sławny przylądek. Pomnik albatrosa, wizyta u latarnika, pieczątki w paszporcie, kapliczka i mam nadzieję, że za godzinkę ujrzę ich wesołe buzie ponownie na Selmie. A na razie podryfuję jeszcze w nostalgiczno-melancholijnej samotności i podejrzanej ciszy pod pokładem :)

Tomek
2010-03-25 2000 LT
Zdobycie Hornu
Drogę pomiędzy Selmą i Hornem pokonywaliśmy na pontonie. Zejście z pontonu na ląd odbyło się szybko i sprawnie. Wejście na wzgórze prowadziło stromymi drewnianymi schodami. Na górze zostaliśmy obdarowani fantastycznym widokiem... W sterówce trwa zaciekła dyskusja, które z wydarzeń dzisiejszego dnia było ważniejsze: desant na wyspę końca świata :) czy gorący prysznic, który ZNACZĄCO odświeżył nastroje Załogi.
Wyprawa na ląd była udana i ciekawa, pogoda dopisała i pozwoliła na fantastyczną sesję zdjęciową. Po krótkiej wspinaczce dotarliśmy na wzniesienie z Pomnikiem Albatrosa (ale czad)
Próbki geologiczne zostały pobrane:)) i przywiezione z zamorskiej wyprawy - Horn będzie z nami :)
Tęskniąca uchatka pyta o kolegę z poprzedniego turnusu :)
K Ż ORKAN MIELEC

Horn zdobyty , Mariusz jest super ekstra departamentalnie , pierwsza klasa wysoka jakość nieodzownie , nasi tu byli. Dzięki za sms pozdrawiam ekipę z Latarni.
Darek G.

Piękna wycieczka ale pozwoliłem sobie na luksus popsucia kilku zdjęć z uwagi na dopasowany kombinezon. Ale i tak mają szczęście mogłem założyć czerwony berecik co uczyniłoby zdjęcia nie do pokazania. Pozdrowienia dla żony, rodziny i przyjaciół oraz sympatyków z PWSZ.
Rysiek P.

Sztormiak i ATS zostawili swój ślad na krańcu świata. Dzień niespodzianek w kambuzie dobiega końca, chyba było nieźle. Wychynąć wreszcie z kambuza, zobaczyć przepiękny zachód słońca i towarzystwo delfinów - bezcenne.
Marta

Wizyta na Przylądku Wiatrów towarzystwo uchatek i delfinów przepiękny zachód słońca - to zrobiło nieprawdopodobne wrażenie. Fantastyczne widoki skał, które wyłaniają się z morza w rozbryzgach fal pozostawiają niezapomniane wspomnienia. Miejsca które mijamy są bajeczne . Pozdrawiam wszystkich serdecznie
Piotr

Zachód słońca nad Tierra del Fuego pokazał całą gamę kolorów, od ognistej czerwieni po pastelowe róże. Ciepła noc na Bahia Nassau, delikatna bryza wypełnia żagle prowadząc nas w srebrze księżycowej strugi. Tak, taki właśnie kicz nas dziś dotknął, można powiedzieć banał :) Ale będąc tutaj, dotykając tego, wciągając rozgwieżdżone niebo głęboko w płuca, patrząc na Krzyż Południa czujemy że otacza nas magia. Magia Fin del Mundo - Końca Świata. Wczoraj byliśmy pod Hornem - prawie na wyciągnięcie ręki, w nocy wiatr huczał i targał cumy, dziś dotknięcie pomnika albatrosa i wizyta u latarnika Hornu. Teraz gwiazdy, księżyc, cisza i piękno nocy. A przed nami? Każdy dzień przynosi nowe wrażenia, inne, silne, głębokie. Przed nami fiordy, lodowce, wodospady, lwy morskie i kondory. Doznania trzeba stopniować:) Czytajcie nas...
Tomek Łopata
2010-03-27 1900 LT 54°51,8'S; 068°44,9'W
Caleta Ferrari
Wczorajszy dzień przywitał nas przepiękną pogodą. Chmury leniwie sunęły po błękitnym niebie, a my wybraliśmy się na "małą" wycieczkę w góry. Po załatwieniu formalności związanych z uzyskaniem zarpy - pozwolenia na dalsze pływanie po wodach Chile, zebraliśmy grupę szczytową i ruszyliśmy w drogę. Trasa okazała się trudniejsza niż myśleliśmy. Szlak wiódł stromym zboczem góry, porośniętym przez gęsty las, usiany powalonymi drzewami. Było ciężko, lecz wysiłek wynagrodziły wspaniałe widoki mijanych wodospadów oraz dzikiej przyrody. Po kilku godzinach wspinaczki zdobyliśmy szczyt Cerro de Bandera, skąd roztaczała się cudowna panorama kanału Beagle'a wciśniętego pomiędzy szczyty wyspy Navarino a Argentyńską Tierra del Fuego. W tym samym czasie nizinna grupa paparazzich popłynęła zodiakiem na plener fotograficzny. Kambuzowi znowu się upiekło. Kto chciałby jeść na jachcie jeśli pojawia się możliwość skosztowania lokalnych smakołyków. Specjalnie dla nas, właścicielka lokalnej knajpki upiekła empanady z mięsem i krabami. Po kolacji odwiedziliśmy Mikalvi - bar urządzony w osadzonym na mieliźnie statku. Tu, zgodnie z tradycją wznieśliśmy toast za Cape Horn, oczywiście Pisco Sour. Rysiek troszkę się wzbraniał ale w końcu Horn to Horn. Dzisiejszy poranek przyniósł pytanie, czy to na pewno Ziemia Ognista i koniec świata?? Wyobraźcie sobie bezchmurne niebo i słońce odbijające się w tafli morza nieskażonej wiatrem i falą. Dziwne no nie?? Oczywiście po kilku godzinach sytuacja wróciła do normy. Niebo pokryła szczelna zasłona ołowianych chmur, a na okularach sternika pojawiły się pierwsze krople deszczu. Nie zmieniło to jednak wspaniałych nastrojów załogi rozgrzanej ogromem wrażeń, ciepłem kominka oraz rewelacyjnym obiadem zaserwowanym przez Piotrusia i Rafała. Właśnie minęliśmy kolonię lwów morskich, wylegujących się na małej skalistej wysepce. Pomimo, iż podpłynęliśmy naprawdę blisko, nasza obecność nie zrobiła na nich żadnego wrażenia. W ruch poszły aparaty. Załoga w komplecie poluje na jak najlepsze ujęcie. Następnie ruszamy w głąb fiordu, by na noc zakotwiczyć w malowniczej zatoce osłoniętej stromym klifem. Naszemu kotwiczenia także towarzyszyły lwy morskie, nurkujące w zielonkawej wodzie fiordu. Kończę tą relację i biegnę na dziób, bo Tomek zaczyna karmić ptaki mięsem z obiadu. Może będą fajne zdjątka :) dialog z kokpitu:
-Ale tu pięknie.... Masz to w Polsce? Masz to w Polsce?
- W Grodkowicach jest podobnie
pozdrowionka z końca świata
Maciek

Teraz jest noc księżyc prawie w pełni oświetla góry i ośnieżone szczyty i niknie w toni zatoki. Przy naszej burcie szaleją ryby, całe ławice wyskakujących z wody rybek. Co co chwila wynurzają się lwy morskie, słychać ich parskanie i pomruki lewków . Kapitan Tomek właśnie wywiesił z Krzysiem hamak na dziobie i poleguje rozmarzony na końcu świata :)) Ptaki w lesie na wzgórzach szaleją w niesamowitej pieśni. Słuchajcie coś nie do opisania, takie rzeczy można tylko oglądać w filmach przyrodniczych
Piotr

Pozdrowienia dla rodziny Wiącków , Bogdana Kiebzaka ,Krzycha Kowalskiego, K. Kawki , całej ekipy z latarni . KZ Orkana ,Wleczonego , kolegów ze Stalowej Woli . Staszka Przerewina i Andrzeja Zabawy z Piotrkowa Trybunalskiego. Chłopaki k. ale tu pięknie.
Darek G.

Maciek, Piotr, Darek
2010-03-28 2000 LT
Caleta Ferrari
Wachta kotwiczna w piżamce stała się unikalną okazją do poobserwowania księżycowej nocki, przepływających pochrapujących lwów morskich, budującej się poświaty wschodu słońca. Na śniadaniu pojawił się znienacka upieczony nocą chleb - był to zaledwie początek żywieniowej rozpusty ;)
Marta

Noc niezwykła - w towarzystwie pochrapujących lwów, do tego wielki księżyc, bella luna.. brak słów. Rano wycieczka, krótka rozmowa z mieszkańcami Calety Ferrari, parą belgijsko-chilijską, która spędza tutaj już trzynasty rok. Warunki w jakich żyją robią wrażenie na nas, mieszczuchach ale oni twierdzą, że tutaj życie jest prostsze. Wsiedli na konie i pojechali na przejażdżkę, a my grupami ruszyliśmy w teren. Po południu próbowaliśmy popłynąć dalej w głąb Kanału Beagla ale silny wiatr zmienił nasze plany. Popłynęliśmy do sąsiedniej zatoczki i tam rozpaliliśmy ognisko na plaży. Pięknie pociętego drewna dostarczyły nam bobry mieszkające w pobliżu. Były pieczone ziemniaki, gitara, szanty..
Tomek Łopata

załoga Selmy
2010-03-29 2300 LT
Kanał Beagle,
Caleta Julia
Krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie. Lodowiec Holanda, lodowiec Italia, lodowiec Alemania i wreszcie lodowiec Romanche kończący się kaskadą wody, wielkim wodospadem. Selma przenosi nas w czasie o tysiące lat. A to wszystko w scenerii zielonych lasów i ośnieżonych gór. Przed północą kotwiczymy w zatoczce i z samego rana ruszamy w głąb fiordu Garibaldi.
Tomek Łopata
2010-03-30 2315 LT
Fiord Garibaldi i
Caleta Olla
Przed południem jak na zamówienie słońce oświetla zachodnią ścianę fiordu. Pojawia się lód, jest go coraz więcej. Podpływamy do licznej koloni lwów morskich, są duże samce, samice i mnóstwo młodych. Ich ryki odbijają się echem od ścian fiordu. Powolutku przepływamy tuż obok kolonii, strzelają migawki aparatów. Kończymy pobyt w Zoo i kierujemy się w lodową krainę. Zza wyłomu pojawia się lodowiec Garibaldi, a Selma grząśnie coraz bardziej w lodzie. Przesuwamy się powolutku, a Rysiu i Piotr stojąc na dziobie odpychają co większe kry tyczkami. Wrażenie jakbyśmy przebijali się przez pak lodowy przy Antarktydzie. Odkrywcy i polarnicy :) W pobliżu lodowca lód nas pokonał. Za gęsty i za duże kawały, do tego pojawił się silny wiatr. Trzeba zawracać. Ostatnie ujęcia i powrót. Po wyjściu z gęstego lodu zwodowaliśmy ponton i Maciek z Rafałem i Darkiem ruszyli na slalom między krą. Powód oczywisty - nic tak dobrze nie wygląda w szkle jak bryłka najstarszego lodu:) Po południu szybki przelot przez Beagla do Calety Olla. Po porządnym zacumowaniu testowaliśmy smak tysiącletniej zamrożonej wody, prawie samej:) Po śniadaniu wycieczka. Załoga znowu w grupach, jedna spacer wzdłuż plaży, druga ekipa w góry. Cel - lodowiec Holanda. Im wyżej tym widok stawał się coraz bardziej niezwykły. Z jednej strony wyschnięty las stojący w rozlewisku - królestwie bobrów, na prawo od niego jęzor lodowca Holanda schodzący do jeziora. Druga strona to skrząca się w słońcu woda kanału Beagla wciśnięta w osnieżone góry. Trudno oddać słowami dzisiejsze odczucia i emocje. Na wieczór kotwica w górę i płyniemy w stronę Puerto Williams - jutro chcemy się odprawić i ruszyć do Ushuaia.
Tomek Łopata